- Tak lecimy.- Powiedziałem i wsiadłem na Saphirę. Po kilku godzinach lotu dotarliśmy do wioski. Przyjęto nas tam niezwykle gościnnie. W wiosce spędziliśmy kilka dni aż w końcu Arthur stwierdził że musimy wybrać jeźdźca. Zacząłem więc przyprowadzać do syna i jaja mieszkańców wioski. W końcu jednak cała wioska przeszła przed Arthurem i jeszcze nie wyklutym smokiem.
- Czy to już wszyscy mieszkańcy?
- Jest jeszcze moja córka Anna.- Powiedział jakiś mężczyzna.
- Czemu jej tu nie ma?- Zapytałem.
- Ponieważ według naszych zwyczajów uzdrowicielka nie może spotykać się z obcymi chyba że potrzebują jej pomocy.- Powiedział ten sam mężczyzna.
- Sprowadźcie ją.- Odezwał się Arthur.
- Nie możemy...
- Zróbcie to albo sam się pofatyguję.- Powiedział opierając się na lasce.
< Arthur?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz